30.07.2026
Informacje ogólne

Nadchodzi era mieszkań dziedziczonych? Demografia może zmienić rynek bardziej niż stopy procentowe

Przez ostatnie dwie dekady polski rynek mieszkaniowy funkcjonował w dość prostym modelu. Młodzi ludzie zakładali rodziny, zaciągali kredyty hipoteczne i kupowali mieszkania – najpierw małe, później większe. Popyt napędzały rosnące wynagrodzenia, łatwiejszy dostęp do finansowania oraz przekonanie, że nieruchomości są najlepszym sposobem ochrony kapitału.

Jak zauważają analitycy portalu RynekPierwotny.pl, coraz więcej wskazuje jednak na to, że w kolejnych latach rynek może zacząć działać według zupełnie innych zasad.

Nie chodzi wyłącznie o spadającą liczbę urodzeń czy starzenie się społeczeństwa. Znacznie większe znaczenie może mieć największy transfer mieszkań w historii współczesnej Polski – stopniowe przechodzenie ogromnej części zasobów mieszkaniowych z pokolenia dzisiejszych seniorów do ich dzieci i wnuków.

W praktyce może to oznaczać jedną z największych zmian strukturalnych rynku nieruchomości od początku transformacji ustrojowej.

Polska starzeje się szybciej niż większość Europy

Zmiany demograficzne przestały być już jedynie prognozami ekonomistów. Według danych GUS osoby po 60. roku życia stanowią dziś ponad jedną czwartą populacji kraju, a ich udział będzie systematycznie rósł. Polska należy przy tym do najszybciej starzejących się społeczeństw Unii Europejskiej.

Jednocześnie Polska pozostaje krajem o jednym z najwyższych poziomów własności mieszkań w Europie. Oznacza to, że ogromna część majątku gospodarstw domowych znajduje się właśnie w nieruchomościach.

To fundamentalna różnica w porównaniu z wieloma krajami Europy Zachodniej, gdzie większą rolę odgrywa najem instytucjonalny lub zasoby komunalne.

W praktyce oznacza to, że w ciągu najbliższych kilkunastu–kilkudziesięciu lat na rynek może trafiać coraz więcej mieszkań pochodzących ze spadków i sukcesji majątkowej.

Dziedziczenie może zacząć zastępować kredyt hipoteczny

Jeszcze do niedawna podstawowym sposobem wejścia na rynek mieszkaniowy był kredyt hipoteczny. Dziś coraz częściej pojawia się jednak inny scenariusz – mieszkanie odziedziczone po rodzicach lub dziadkach.

– W kolejnych latach znaczenie transferu majątku mieszkaniowego pomiędzy pokoleniami może bardzo wyraźnie rosnąć. Dla części młodszych gospodarstw domowych dziedziczenie mieszkania może okazać się łatwiejszą drogą wejścia na rynek niż zakup nieruchomości finansowany wieloletnim kredytem hipotecznym – komentuje Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

To może mieć ogromne znaczenie dla całego rynku.

Z jednej strony część młodych osób będzie mogła szybciej poprawić swoją sytuację mieszkaniową bez konieczności zadłużania się na 25–30 lat. Z drugiej strony może pogłębiać się różnica pomiędzy osobami dziedziczącymi nieruchomości a tymi, które takiego wsparcia rodzinnego nie otrzymają.

Rynek może coraz mocniej dzielić się na tych, którzy mieszkanie dostaną, oraz tych, którzy nadal będą musieli je kupić.

W 2025 r. w Polsce zmarło około 406 tys. osób. To liczba niemal trzykrotnie większa niż roczna produkcja mieszkań deweloperskich, która według danych GUS wyniosła w tym samym czasie około 134 tys. lokali.

Jednocześnie ujemny przyrost naturalny przekroczył 160 tys. osób. To istotna informacja także z punktu widzenia rynku nieruchomości, ponieważ pokazuje skalę zasobu mieszkaniowego, który w dłuższym terminie może stopniowo tracić swoje naturalne zastępstwo demograficzne. Innymi słowy – liczba osób potencjalnie „opuszczających” rynek mieszkaniowy zaczyna wyraźnie przewyższać liczbę nowych uczestników rynku wchodzących w dorosłość i tworzących nowe gospodarstwa domowe.

Oczywiście zgon jednej osoby nie oznacza automatycznie pojawienia się jednego mieszkania na rynku. Część seniorów mieszka z małżonkiem lub rodziną, część lokali przez lata pozostaje poza obrotem rynkowym, a część nieruchomości trafia do spadkobierców, którzy nadal z nich korzystają.

Mimo to skala zjawiska zaczyna być trudna do ignorowania. Nawet gdyby jedynie 20–30 proc. zgonów realnie przekładało się na mieszkania uwalniane przez spadki, sprzedaż lub sukcesję majątkową, oznaczałoby to potencjalnie około 80–120 tys. lokali rocznie.

To poziom coraz bardziej zbliżony do rocznej podaży mieszkań budowanych przez deweloperów.

W praktyce oznacza to, że rynek wtórny może w kolejnych latach zacząć rosnąć szybciej nie tylko dzięki inwestorom czy remontom starszych lokali, ale również za sprawą samej demografii.

Wielka płyta wróci do gry?

Największe znaczenie mogą mieć zmiany zachodzące na rynku wtórnym.

Znaczna część mieszkań należących dziś do seniorów znajduje się w blokach z wielkiej płyty oraz starszym budownictwie z lat 70., 80. i 90. To często lokale położone w dobrze skomunikowanych dzielnicach dużych miast, z rozwiniętą infrastrukturą, dostępem do komunikacji miejskiej, szkół i usług.

Jeszcze kilka lat temu wiele osób zakładało, że wielka płyta będzie stopniowo traciła znaczenie na rzecz nowego budownictwa. Tymczasem wysokie ceny mieszkań deweloperskich zaczynają ponownie zwiększać atrakcyjność części starszych zasobów mieszkaniowych.

Jeżeli na rynek zacznie trafiać większa liczba odziedziczonych mieszkań w relatywnie dobrych lokalizacjach, rynek wtórny może stać się znacznie silniejszą konkurencją dla części nowych inwestycji.

To jednak nie oznacza, że wszystkie lokalizacje obronią swoją wartość równie dobrze.

Rynek mieszkań może coraz mocniej dzielić się na „A” i „B”

Demografia prawdopodobnie nie uderzy w cały rynek nieruchomości w równym stopniu.

Największe miasta, atrakcyjne dzielnice i lokalizacje z silnym rynkiem pracy mogą nadal utrzymywać relatywnie stabilny popyt. Znacznie trudniejsza sytuacja może dotyczyć części mniejszych miast i słabszych lokalizacji, które już dziś mierzą się z odpływem mieszkańców i starzeniem populacji.

W takich miejscach zwiększona podaż mieszkań pochodzących ze spadków może w przyszłości wywoływać dodatkową presję na ceny.

To oznacza, że rynek nieruchomości może coraz wyraźniej dzielić się na segmenty: – lokalizacji przyciągających mieszkańców i kapitał, – oraz miejsc stopniowo tracących znaczenie demograficzne i gospodarcze.

Nie wszyscy spadkobiercy będą chcieli mieszkać w odziedziczonych lokalach

Wbrew pozorom duża liczba mieszkań trafiających do spadkobierców nie musi oznaczać automatycznego zmniejszenia popytu na nowe mieszkania.

Część odziedziczonych lokali będzie wymagała kosztownych remontów lub modernizacji. Inne mogą znajdować się w lokalizacjach niedopasowanych do potrzeb młodszych pokoleń. Dlatego część spadkobierców może decydować się: – na sprzedaż mieszkania,

– wynajem, – albo zamianę na nowy lokal o wyższym standardzie.

Może to dodatkowo zwiększać rotację na rynku wtórnym.

Deweloperzy będą musieli konkurować nie tylko ceną

Rosnąca liczba mieszkań dostępnych na rynku wtórnym może oznaczać również zmianę strategii części deweloperów.

Konkurowanie wyłącznie ceną może okazać się coraz trudniejsze. Znacznie większego znaczenia mogą nabierać: – jakość projektu, – energooszczędność, – części wspólne, – lokalizacja, – smart home, – usługi dodatkowe, – oraz szeroko rozumiany komfort życia.

W praktyce deweloperzy mogą być coraz mocniej zmuszeni do oferowania mieszkań wyraźnie lepszych od starszych lokali trafiających na rynek ze spadków.

Demografia może zmienić rynek bardziej niż programy dopłat

Przez ostatnie lata dyskusja o rynku mieszkaniowym koncentrowała się głównie wokół stóp procentowych, zdolności kredytowej i programów wsparcia kredytobiorców.

Tymczasem w dłuższym terminie to właśnie demografia oraz transfer majątku pomiędzy pokoleniami mogą okazać się czynnikami znacznie silniej zmieniającymi strukturę rynku.

Bo być może największym wyzwaniem kolejnych dekad nie będzie już pytanie: „kto kupi mieszkanie?”, lecz: „co stanie się z milionami mieszkań, które już istnieją?” – podsumowuje Jarosław Jędrzyński

Autor: Jarosław Jędrzyński

Najnowsze z tej kategorii